czwartek, 16 listopada 2017

Punkcja

Wyhodowałam 18 jajek 😀😀😀
Jeszcze nie wiem ile jest dojrzałych,ale na szczęście nic nie popękało.
Stres oczywiście był,po punkcji kilka łez mi poleciało  (to z emocji i pewnie hormony dołożyły).

Przeboje oczywiście też były. Rano M. oddał nasienie. Gdy byłam już po punkcji, słyszałam, że biorą M. na biopsję. Po wszystkim, gdy już poszłam do sali M. przyszedł do nas lekarz i powiedział, że w ejajkujacie z rana nie było plemników 😵 i że nie wiadomo jeszcze co wyszło z biopsji. Mieliśmy przed wyjściem z kliniki sprawdzić w rejestracji co z biopsją. No i wychodząc z kliniki poszliśmy do rejestracji,  tam zadzwonili do labu i okazało się że nic nie wiadomo. Mieliśmy czekać na telefon. Podłamani wyszliśmy z kliniki. Wsiadam do samochodu. Telefon- w biopsji nic nie było, żadnego plemnika! !!! Myślałam, że mi serce pęknie,  dobrze że nie dzwonili do M. 😉 ale po chwili pani powiedziała, że w ejajkujacie z rana było dużo ruchliwych plemników i nie będzie problemu z wyborem plemnika. Uff😀😀😀 Ale co stresu przeżyłam to moje 😉

Teraz pozostało czekanie do wtorku 😀

wtorek, 14 listopada 2017

Przed punkcją

Niedziela dostarczyła mi wrażeń. A właściwie noc 😉😂 którą spędziłam w łazience. Dostałam mega biegunki i nudności. Wczoraj rano myślałam, że umrę 😉 ale w sumie chyba dobrze, że była bo przynajmniej organizm się oczyścił. Dzisiaj czuję się już bardzo dobrze, chociaż wiem, że był to objaw hiperstymulacji-estradiol prawie 2tys. Staram się dużo pić i jak najmniej ruszać  (moje jajniki są dość odczuwalne). Poza tym wczorajszym incydentem mogę stwierdzić, że moja stymulacja przebiegała bez jakichś większych objawów-po gonapeptylu nic nie czułam, podobnie po menopurze. Bałam się zastrzyków a okazała się ze mnie niezła pielęgniarka 😉😂 nie mam ani jednego siniaka. Myślę, że sekretem tego jest szybko z jaką podaje się lek-trzeba to wytrzymać i robić jak najwolniej. Niesamowicie bałam się menopuru, który trzeba mieszać. Na szczęście położona w klinice się tym zajęła a ja tylko podawałam sobie 150jednostek. Tak, więc problem rozwiązał się sam-nie musiałam nic mieszać 😀.
Wieczorem mieliśmy wizytę w klinice. Niestety w poniedziałki nie ma naszego lekarza, podobnie jak na poprzedniej wizycie, która również wypadała w poniedziałek. Ale nasz dr dzwonił w naszej sprawie do tej poniedziałkowej dr i wszystko wyjaśnił. Na każdym kroku widzę jego zaangażowanie, mam nadzieję, że w części potransferowej uda mi się do niego zapisać.
Na wczorajszej wizycie okazało się,że  mam po 8 pęcherzyków w każdym jajniku. Dostałam kolejne recepty do czasu 1 weryfikacji-wyszłam z wielką  siatą z apteki😂 trochę przeraża mnie ta ilość tego, co trzeba sobie wkładać tu i ówdzie  😉😂 ale pewnie jak zwykle przesadzam i nie będzie tak źle.
Moje zakupy do stymulacji i części potransferowej wyszły mniej niż założyliśmy.I recepta- Gonapeptyl około 20zł, II-257zł i wczoraj III -290zł.
Punkcja odbędzie się w czwartek o 9. Nie mogę się doczekać 😀 ale wierzę, że będzie dobrze. Uda się.

piątek, 3 listopada 2017

Stymulacji nie będzie?

Jestem po wizycie.
Wczoraj dostałam @ i od dziś powinnam zacząć stymulację ale okazało się, że mój organizm jest oporny na Gonapeptyl. Mam początek cyklu a mój estradiol jest w połowie normy dla tej fazy -ja mam 110 a norma do 230. W związku z tym mój organizm sam sobie jedzie z kuchem, już sam się stymuluje pomimo wyciszenia. Dziś podwójna dawka Gonapeptylu i do poniedziałku po 1 dawce a nie jak do tej pory 1 co drugi dzień. Widocznie tamte dawki były za małe :((( dla mnie. I to moje amh -dziś 5.30. Jak to możliwe? Przecież 19.10 było 4.5. :(((
Chce mi się płakać i śmiać na przemian. Jestem załamana i zła. Tak chciałam podejść z marszu a tu znowu coś...
W poniedziałek rano robię wyniki hormonów i popołudniu wizyta. Wtedy się okaże co dalej... Jak estradiol będzie wysoki, to znowu miesiąc w d.... :(((

poniedziałek, 23 października 2017

12-14dc

Sobotnia wizyta zupełnie mnie zaskoczyła. Problem z włosami nie wynika z tarczycy. No i dostałam receptę na Gonapeptyl Daily. Zgodnie z rozpiska w sobotę zrobiłam sobie pierwszy strzał 😉 mój mąż oczywiście odpadł -jak zwykle w starciu ze strzykawką. Dr obejrzał sobie wypis M. ze szpitala i stwierdził, że możnaby spróbować zastosować u M.   testosteron w żelu i że skoro on miał zakrzepice powierzchniową to można wdrożyć tą terapię. Przeciwskazaniem byłaby zakrzepica żył glebokich. Ale to wszystko po ivf, ponieważ testosteron podawany może zablokować całkowicie produkcję plemników.

Ponadto robimy biopsje -część komórek zapłodnią tymi z depozytu a część z biopsji. Wtedy będzie można ocenić, które się lepiej dzieliły. 

Dziś krytyczny dzień. Dla mnie -ponieważ ogarnęły mnie wątpliwości co do ilości zapładnianych komórek  (na usg dużo pęcherzyków było) a i dla M.- zjada go stres... teraz leży w pokoju na piętrze,  patrzy w sufit a jego policzki są mokre 😓 chce być sam. 
No i było małe spięcie z wypełnieniem "kwitów" 😂 ale dzięki mojemu uporowi przeczytał cały informator 😀 
W środę mamy dodatkową konsultacje i odrazu zapłacimy za program. 3listopada kolejny podgląd sytuacji 😉 w międzyczasie będzie trzeba ogarnąć badania,  anestezjologa itd.  ale to pewnie w środę się dowiem. 
Dziś zrobiłam drugi zastrzyk. Wprawiam się 😉 pierwszy od połowy strzykawki był cholernie bolesny, ale o dziwo nie zostało śladu po nim. Trzeba to robić bardzo powoli a dodatkowo po zastrzyku przykładam lód. 
Ja ogarnęłam moje strachy, gdy poczytałam na nb jak rozwijały się zarodki innych dziewczyn... I często było tak, że pomimo 12 zapłodnionych komórek do mrożenia nie zostawało nic... trudne decyzje, ale muszę podjąć to ryzyko. Wiem, że przy 6 komórkach może nic nie być do mrożenia ani nawet transferowania. 
Poza tym w ndz pojawiło mi się jakieś drobne plamienie. Ale po ovulastanie podobno się to zdarza w pierwszych blistrach. No i trądzik! !!masakra :( 

Uściski 😘😀

środa, 11 października 2017

2dc.

Chyba zaczynamy. 
Dlaczego "chyba"?- bo od 3 tygodni wypadają mi strasznie włosy. Obawiam się, że to może być jakiś problem z tarczycą. Chociaż nigdy nie miałam problemów z tarczycą,  boję się, że dobiłam się sama. Od marca praktycznie cały czas biorę femibion, który w składzie ma 106% dziennej dawki jodu. A nadmiar jodu może namieszać. Wieczorem odbiorę wyniki, które sama sobie zleciłam 😅: tsh,  ft3, ft4, ferrytyna (może to brak żelaza?). No i może to być stres, który ostatnio się u mnie rozgościł na dłużej  (wpadł z wizytą po szpitalu i tak sobie siedział i siedział 😂). Na początku zrzucałam to na jesień, ale to już tyle czasu..
Wieczorem wezmę pierwszą tabelkę ovulastan. Na wizytę umowiłam się 21.10. Zobaczymy, czy tym razem będziemy mieć zielone światło. 
.............................................................
Aktualizacja wyników 😉😅:
Ferrytyna 86 (13-150)
Tsh 0.83  (0.27-4.20)
Ft3 6.32 (3.13-6.76)
Ft4 19.07 (12-22)
Szału nie ma z tą tarczycą, ale porownywałam wyniki z czerwca i są w miarę podobne, szczególnie te ft, natomiast tsh miałam na poziomie 1.5. 0.8 wydaje mi się trochę niskie, dlatego na wszelki wypadek odkładam femibion i zostaję przy folianie swansona i d3+k2 w oleju lnianym. Nie zamierzam narazie panikować,  zobaczymy co dr powie na wizycie. 

środa, 30 sierpnia 2017

Sierpień. Szpital

Wizyta w szpitalu tylko potwierdziła to,co już wcześniej zostało zdiagnozowane przez naszego lekarza. Przez moment tylko zapaliła się w nas taka ogromna nadzieja,że może nie wszystkie sposoby leczenia M. zostały wyczerpane... Ale od początku. 
W czwartek o 8 rano byliśmy już w Grudziądzu, szybko M. został przyjęty na oddział endokrynologiczny. Tego dnia praktycznie nie miał żadnych badań. Natomiast w piątek już od rana 5fiolek krwi-badania hormonalne, glukozy. No i oczywiście rezonans przysadki z kontrastem. Całe szczęście po tym badaniu czuł się dobrze, nie odczuwał zawrotów głowy. Popołudniu lekarz miał wyniki hormonów. Okazało się, że nie ma cukrzycy 😀 (chociaż coś pozytywnego ) ale za to testosteron jest bardzo obniżony. I dał nam nadzieję, że uda się pomóc M. lekami, jednak trzeba porobić więcej badań. W weekend nas nosiło. Mieliśmy w sobie tyyyle nadziei...
No i przyszedł poniedziałek- wylał na nas kubeł zimnej wody. Jakbym zupełnie zapomniała jaki wynik FSH ma M. (ma 13 przy normie do 11).Przecież dobrze wiedziałam, że w przypadku wysokiego FSH nic nie można zrobić. Przynajmniej nic, co znacząco wpłynęłoby na plemniki. Na nic się zdaje podawanie testosteronu, wpływa to jedynie na to, że pacjent czuje się lepiej jednakże nie ma to dużego wpływu na spermatogenezę. Przy niskim fsh można podawać gonadotropiny (Gonal, Fostimon itp.) aby pobudzić pracę jąder, natomiast wysokie fsh świadczy o uszkodzeniu nabłonka plemnikotwórczego i w takich przypadkach stan ten jest nieodwracalny. Podawanie leków nic nie da, bo nawet gdy fsh się obniży, nie naprawi to zmian w jądrach. 
W poniedziałek również M. miał usg jąder i okazało się, że są delikatnie pomniejszone, praktycznie w granicach normy (norma 4 a on ma 3.9) poza tym wszystko ok. Dlatego według niego przyczyna hipogonadyzmu jest przysadkowa a nie jądrowa. Niestety lekarz nie chciał go wypuścić do domu,  miał jeszcze pomysł na kolejne badania hormonalne z jakąś tabletką, ale nie wiem dokładnie na co (chyba badanie kortyzolu)... na szczęście wczoraj udało się dostać wypis, który de facto przyjdzie pocztą. Lecz najważniejsze,  że można było wracać do domu 😀 z tego wszystkiego nie napisałam o najważniejszym - nie ma mikrogruczolaka 😀😀😀 i to jest dobra wiadomość.
Ostatniego dnia rozmawiałam z lekarzem. Miał wypisaną receptę na zastrzyki z testosteronu. Dobrze, że tam byłam, bo lekarz zapytał o to, czy wystąpiła zakrzepica. M. odp że nie a ja szybko odparłam że tak. Podawanie testosteronu mogłoby doprowadzić do zakrzepu a co się z tym wiąże-nie trzeba nikomu tłumaczyć. M.  chciał brać ten testosteron, bo miał nadzieję,że to poprawi nasienie. Zapytałam lekarza o to i on stwierdził, że może trochę poprawić wyniki, jednakże jakość komórek nie będzie już taka rewelacyjna. Powiedziałam mu o ivf a on stwierdził, że bardzo dobra decyzja i żeby z tym nie zwlekać a tym bardziej teraz, gdy jest tak ciężko w Polsce z in vitro a może być jeszcze gorzej. 
Lekarz chciał jeszcze zrobić usg układu moczowego, jednakże mój mąż nie chciał dłużej czekać kolejne dni w szpitalu na to badanie. 
Podsumowując to wszystko, mogę powiedzieć, że trafił na kompetentnego lekarza, który nie tylko bada to co musi,  ale szuka przyczyny, bo to było dla niego ważne. Rzadko spotyka się takich lekarzy. Szkoda, że M. nie chciał zostać w szpitalu,  zawsze dobrze mieć zrobione takie usg. No, ale pal to licho. I tak z trudem wytrzymał te dni w szpitalu. Faceci są jak małe dzieci czasami. 
Lekarz zwrócił jeszcze moją uwagę na to,że spadek testosteronu wpływa na wahania nastroju, apatie,skłonności do depresji... pomyślałam wtedy o tym, jak czasami czuje się M... o tym, że może czasami jest mu bardzo smutno i źle,ale nie mówi o tym. Muszę zwracać bardziej uwagę na niego. Nawet nie myślałam, że może to mieć z tym związek, bardziej myślałam, że zdarza mu się być apatycznym z powodu zmęczenia  (on tak dużo i ciężko pracuje). 
Ten szpital dał mi dużo do myślenia. Może ostatnio za bardzo skupiłam się na sobie i nie dostrzegłam co się dzieje z M. ? 
Mimo wszystko cieszę się, że został dokładnie przebadany,  bo jak stwierdził lekarz "lepiej wiedzieć na czym się stoi".  
W poniedziałek było nam ciężko, ale powoli zbieramy się z kolan. Mamy przecież plan. Już niedługo. O ile nic nie pokrzyżuje naszych planów do ivf podchodzimy w kolejnym cyklu. 

piątek, 28 lipca 2017

Lipiec.

Lipiec szybko przeminął. Wniósł do mojego życia dużo więcej spokoju. I wniósł przede wszystkim dystans, chłodne spojrzenie na sprawy, które z pewnością zdecydują o moim przyszłym życiu... 
Decyzje, które muszę podjąć nie są łatwe, ale wiem po co i dla kogo to robię...dla siebie, dla M.  I dla Ciebie, mój Synku... Tak bardzo chciałabym, abyś już był... abym mogła Cię przytulić, zaśpiewać kołysankę...  abyś miał rodzeństwo...

Czasami patrzę na swoje życie jakbym była za szklaną ścianą, jakby to, co dzieje się teraz, nie było NAPRAWDĘ. Jakby to prawdziwe życie miało się dopiero zacząć. I choć zabrzmiało to bardzo nostalgicznie, to jest we mnie sporo optymizmu. Jest spokój. Wiem, że jestem coraz bliżej mojego dziecka. Jeszcze chwila i poczuję jego dotyk, usłyszę pierwszy płacz. Jestem spokojna,  bo wiem, że tak właśnie miało być,  tak miało się potoczyć moje życie. Taka droga była mi przeznaczona. Być może nie umiałabym w pełni docenić DARU tak, jak na to zasłużył..?

Będąc na wakacjach nie myśleliśmy o tym intensywnie, nie rozkladaliśmy spraw na czynniki pierwsze a jednak jakoś tak samo w głowie się poukładało (a czy dobrze, to się jeszcze okaże 😉😅). Zdecydowaliśmy o zapłodnieniu wszystkich komórek. 

In vitro to loteria. Nie wiem, co będzie. Jakość naszych komórek może okazać się tak słaba, że nie powstanie żaden zarodek. Na pewno nie podjęłabym takiej decyzji,  gdybym wiedziała, że nasz problem jest mało jasny, ale w NASZYM przypadku te 50% na pewno ciągnie nas w dół.  
Chciałabym również, aby w przyszłości moje dziecko miało rodzeństwo, aby miało się z kim bawić; ), aby nie było samo na świecie, gdy nas zabraknie... 

Będę walczyć o to wszystko. Zdecydowałam się na jedną, pełną procedurę, dlatego muszę zrobić wszystko,  aby dać nam SZANSĘ. 

Ten czas był nam potrzebny. Cieszę się, że są wakacje. Jest lato, jeszcze chwila. Zaraz się zacznie... 

Jestem szczęśliwa. 
Teraz.