środa, 30 sierpnia 2017

Sierpień. Szpital

Wizyta w szpitalu tylko potwierdziła to,co już wcześniej zostało zdiagnozowane przez naszego lekarza. Przez moment tylko zapaliła się w nas taka ogromna nadzieja,że może nie wszystkie sposoby leczenia M. zostały wyczerpane... Ale od początku. 
W czwartek o 8 rano byliśmy już w Grudziądzu, szybko M. został przyjęty na oddział endokrynologiczny. Tego dnia praktycznie nie miał żadnych badań. Natomiast w piątek już od rana 5fiolek krwi-badania hormonalne, glukozy. No i oczywiście rezonans przysadki z kontrastem. Całe szczęście po tym badaniu czuł się dobrze, nie odczuwał zawrotów głowy. Popołudniu lekarz miał wyniki hormonów. Okazało się, że nie ma cukrzycy 😀 (chociaż coś pozytywnego ) ale za to testosteron jest bardzo obniżony. I dał nam nadzieję, że uda się pomóc M. lekami, jednak trzeba porobić więcej badań. W weekend nas nosiło. Mieliśmy w sobie tyyyle nadziei...
No i przyszedł poniedziałek- wylał na nas kubeł zimnej wody. Jakbym zupełnie zapomniała jaki wynik FSH ma M. (ma 13 przy normie do 11).Przecież dobrze wiedziałam, że w przypadku wysokiego FSH nic nie można zrobić. Przynajmniej nic, co znacząco wpłynęłoby na plemniki. Na nic się zdaje podawanie testosteronu, wpływa to jedynie na to, że pacjent czuje się lepiej jednakże nie ma to dużego wpływu na spermatogenezę. Przy niskim fsh można podawać gonadotropiny (Gonal, Fostimon itp.) aby pobudzić pracę jąder, natomiast wysokie fsh świadczy o uszkodzeniu nabłonka plemnikotwórczego i w takich przypadkach stan ten jest nieodwracalny. Podawanie leków nic nie da, bo nawet gdy fsh się obniży, nie naprawi to zmian w jądrach. 
W poniedziałek również M. miał usg jąder i okazało się, że są delikatnie pomniejszone, praktycznie w granicach normy (norma 4 a on ma 3.9) poza tym wszystko ok. Dlatego według niego przyczyna hipogonadyzmu jest przysadkowa a nie jądrowa. Niestety lekarz nie chciał go wypuścić do domu,  miał jeszcze pomysł na kolejne badania hormonalne z jakąś tabletką, ale nie wiem dokładnie na co (chyba badanie kortyzolu)... na szczęście wczoraj udało się dostać wypis, który de facto przyjdzie pocztą. Lecz najważniejsze,  że można było wracać do domu 😀 z tego wszystkiego nie napisałam o najważniejszym - nie ma mikrogruczolaka 😀😀😀 i to jest dobra wiadomość.
Ostatniego dnia rozmawiałam z lekarzem. Miał wypisaną receptę na zastrzyki z testosteronu. Dobrze, że tam byłam, bo lekarz zapytał o to, czy wystąpiła zakrzepica. M. odp że nie a ja szybko odparłam że tak. Podawanie testosteronu mogłoby doprowadzić do zakrzepu a co się z tym wiąże-nie trzeba nikomu tłumaczyć. M.  chciał brać ten testosteron, bo miał nadzieję,że to poprawi nasienie. Zapytałam lekarza o to i on stwierdził, że może trochę poprawić wyniki, jednakże jakość komórek nie będzie już taka rewelacyjna. Powiedziałam mu o ivf a on stwierdził, że bardzo dobra decyzja i żeby z tym nie zwlekać a tym bardziej teraz, gdy jest tak ciężko w Polsce z in vitro a może być jeszcze gorzej. 
Lekarz chciał jeszcze zrobić usg układu moczowego, jednakże mój mąż nie chciał dłużej czekać kolejne dni w szpitalu na to badanie. 
Podsumowując to wszystko, mogę powiedzieć, że trafił na kompetentnego lekarza, który nie tylko bada to co musi,  ale szuka przyczyny, bo to było dla niego ważne. Rzadko spotyka się takich lekarzy. Szkoda, że M. nie chciał zostać w szpitalu,  zawsze dobrze mieć zrobione takie usg. No, ale pal to licho. I tak z trudem wytrzymał te dni w szpitalu. Faceci są jak małe dzieci czasami. 
Lekarz zwrócił jeszcze moją uwagę na to,że spadek testosteronu wpływa na wahania nastroju, apatie,skłonności do depresji... pomyślałam wtedy o tym, jak czasami czuje się M... o tym, że może czasami jest mu bardzo smutno i źle,ale nie mówi o tym. Muszę zwracać bardziej uwagę na niego. Nawet nie myślałam, że może to mieć z tym związek, bardziej myślałam, że zdarza mu się być apatycznym z powodu zmęczenia  (on tak dużo i ciężko pracuje). 
Ten szpital dał mi dużo do myślenia. Może ostatnio za bardzo skupiłam się na sobie i nie dostrzegłam co się dzieje z M. ? 
Mimo wszystko cieszę się, że został dokładnie przebadany,  bo jak stwierdził lekarz "lepiej wiedzieć na czym się stoi".  
W poniedziałek było nam ciężko, ale powoli zbieramy się z kolan. Mamy przecież plan. Już niedługo. O ile nic nie pokrzyżuje naszych planów do ivf podchodzimy w kolejnym cyklu. 

piątek, 28 lipca 2017

Lipiec.

Lipiec szybko przeminął. Wniósł do mojego życia dużo więcej spokoju. I wniósł przede wszystkim dystans, chłodne spojrzenie na sprawy, które z pewnością zdecydują o moim przyszłym życiu... 
Decyzje, które muszę podjąć nie są łatwe, ale wiem po co i dla kogo to robię...dla siebie, dla M.  I dla Ciebie, mój Synku... Tak bardzo chciałabym, abyś już był... abym mogła Cię przytulić, zaśpiewać kołysankę...  abyś miał rodzeństwo...

Czasami patrzę na swoje życie jakbym była za szklaną ścianą, jakby to, co dzieje się teraz, nie było NAPRAWDĘ. Jakby to prawdziwe życie miało się dopiero zacząć. I choć zabrzmiało to bardzo nostalgicznie, to jest we mnie sporo optymizmu. Jest spokój. Wiem, że jestem coraz bliżej mojego dziecka. Jeszcze chwila i poczuję jego dotyk, usłyszę pierwszy płacz. Jestem spokojna,  bo wiem, że tak właśnie miało być,  tak miało się potoczyć moje życie. Taka droga była mi przeznaczona. Być może nie umiałabym w pełni docenić DARU tak, jak na to zasłużył..?

Będąc na wakacjach nie myśleliśmy o tym intensywnie, nie rozkladaliśmy spraw na czynniki pierwsze a jednak jakoś tak samo w głowie się poukładało (a czy dobrze, to się jeszcze okaże 😉😅). Zdecydowaliśmy o zapłodnieniu wszystkich komórek. 

In vitro to loteria. Nie wiem, co będzie. Jakość naszych komórek może okazać się tak słaba, że nie powstanie żaden zarodek. Na pewno nie podjęłabym takiej decyzji,  gdybym wiedziała, że nasz problem jest mało jasny, ale w NASZYM przypadku te 50% na pewno ciągnie nas w dół.  
Chciałabym również, aby w przyszłości moje dziecko miało rodzeństwo, aby miało się z kim bawić; ), aby nie było samo na świecie, gdy nas zabraknie... 

Będę walczyć o to wszystko. Zdecydowałam się na jedną, pełną procedurę, dlatego muszę zrobić wszystko,  aby dać nam SZANSĘ. 

Ten czas był nam potrzebny. Cieszę się, że są wakacje. Jest lato, jeszcze chwila. Zaraz się zacznie... 

Jestem szczęśliwa. 
Teraz. 






środa, 21 czerwca 2017

Wizyta kontrolna

Kochani!
Jestem po wizycie kontrolnej po histeroskopii.
Wyszło kilka niespodzianek. Ale po kolei. 

2 czerwca (pt) miałam histeroskopię i od zabiegu miałam krwawienie. Krwawiłam aż do wtorku a w środę pojawiło się już tylko plamienie. Lekarz, który robił zabieg powiedział, że po zabiegu mogę krwawić, ale to nie będzie miesiączka. @ powinnam dostać w czwartek po zabiegu  (zgodnie z odstawieniem antykoncepcji). Niestety w czwartek, piątek nie przyszła @, dlatego w sobotę rano zadzwoniłam i umowiłam się na wizytę do naszego dr aby sprawdzić czy nic się nie rozregulowało. Niestety musiałam czekać aż 10 dni 😨, bo nasz dr miał urlop a ja nie chciałam do nikogo innego. W sumie dobrze się stało,  że tak wypadła data wizyty, bo dzięki temu były już wyniki histopatologiczne. I tutaj mamy pierwszą "niespodziankę" , bo w badaniu histopatologicznym uwidoczniono kawałki obrzękniętego polipa endometrialnego. Byłam w szoku,  bo dobrze pamiętam jak lekarz po zabiegu powiedział, że polipa nie było albo się wykrwawił albo Endo nałożone i nie ma się niczego złego spodziewać w histopatologii. A jednak polip był!  Aż trudno mi uwierzyć,  że lekarz, który robił histero nic nie zauważył a nasz dr na usg widział. No chyba że ten polip wykrwawił się krótko przed histero. . 

Drugą niespodzianką była dla mnie owulacja :))) Po tym wszystkim nie wiedziałam, co się dzieje z moim organizmem. Nie wiedziałam, który dzień cyklu,  czemu @ nie przyszła. Na szczęście dr zrobił mi usg i stwierdził że owulacja była,  jajniki pracują,  endo ładne :)))  W związku z tym dr stwierdził, że można przyjąć, że około 4czerwca pojawiła się miesiączka i wg niego za 10dni przyjdzie następna. Do tego czasu musimy zdecydować, co dalej. Czy zaczynamy ivf, czy podchodzimy we wrześniu(mówiliśmy mu, że M. ma w sierpniu pobyt w szpitalu). Decyzja należy do nas. Musimy brać też pod uwagę to,że są wakacje, urlopy,  problemy z dojazdem,  bo pełno turystów... I dlatego musimy się zastanowić czy chcemy na spokojnie czy na wariata; ) Dr powiedział, że nie musimy się spieszyć, bo u mnie wszystko gra. M. myśli o wrześniu. Ja narazie nie wiem. Mam jeszcze 10 dni na zastanowienie ;)) M. kusi wakacjami, urlopem we dwoje 😍 sama nie wiem. 
No i poruszyłam kwestie ulepszaczy ivf. Zapytałam,  co wg niego w naszym przypadku byłoby lepsze od icsi. Wg niego u nas famsi mogłoby się nie udać. On doradza picsi+fragmentację DNA plemnika. No i biopsje jądra, aby część komórek zapłodnić tymi z biopsji a część z depozytu nasienia. Powiedział, że w razie niepowodzenia będziemy jeden krok do przodu. Sugerował także zapłodnienie wszystkich komórek jajowych a nie tylko 6 ze względu na słabe plemniki. Trochę się obawiam tego,  ale on powiedział, że w swojej praktyce miał tylko jeden taki przypadek,  gdy zapłodniono 6komórek i dzięki temu powstało 6 zarodków. 

Mam teraz czas na przemyślenia. Tyle czekałam. Czy 2miesiące coś zmienią?  Czuję, że ktoś czuwa nad nami. Po raz kolejny dziękuję, że spotkałam na naszej drodze właśnie tego lekarza. Nawet jeżeli się nie uda, wiem, że zrobił wszystko,  co mógł,  aby nam pomóc. Gdyby nie on, może nadal miałabym polipa i z tym polipem podchodziłabym do transferu... 

piątek, 2 czerwca 2017

Histeroskopia

Jestem już po :) 
Polipa nie było :) Tak się bałam tej narkozy a nie było tak źle. M. śmiał się ze mnie że to była dawka dla myszy skoro spałam pół godziny 😂

Oczywiście przed zabiegiem miałam wizję, co może się wydarzyć  (przebita ściana macicy, krwotok itd). Na szczęście poszło gładko. 

Opieka super. Co 15minut przychodziła do mnie pielęgniarka,  dała mi kroplówkę, bo bolało jak na @. Miałam oddzielny pokój z łazienką. Nie było czego się bać :)

Za tydzień powinna przyjść @ i od 2dc. zaczynam ovulastan (długi protokół). M. jest przerażony,  że to już,  zaraz. Dziś zapytał" po co tak szybko ?" On mnie czasami rozbija totalnie... ech...faceci. Tak nalegał na ivf a teraz jak już tak blisko, to mam wrażenie, że chce się wycofać, boi się.  

środa, 17 maja 2017

Wizyta kwalifikacyjna.

Jestem już po wizycie kwalifikacyjnej do histeroskopii. Na szczęście zabieg odbędzie się w tym cyklu. Chcę mieć to jak najszybciej z głowy. Termin wyznaczony na 2czerwca. 
Gdy dowiedziałam się, że czeka mnie histero, byłam pewna, że to długo potrwa i ivf odsunie się daleko w czasie. Na szczęście zabieg można zrobić w dowolnym dniu cyklu i dlatego od 2 dc biorę antykoncepcję, aby endometrium nie narastało. Do tego 3 dni przed zabiegiem mam zażywać antybiotyk i globulki na unormowanie intymnej flory bakteryjnej. 
Pani dr powiedziała, że to niekoniecznie może być polip, bo prawdopodobne jest, że w tym miejscu endo jest pofałdowane i nakłada się na siebie, co może dawać mylne wrażenie w obrazie usg. 
Tego dnia zalatwiłam anestezjologa, badania i inne zgody na zabieg. 
Mam nadzieję, że po histeroskopii @ przyjdzie o czasie i będę mogła rozpocząć długi protokół a nie czekać na @ jak na zamiłowanie; ) 

W poczekalni, w klinice czas minął szybko,  bo wśród gazet leżał numer Chcemy być rodzicami a w nim artykuł mojej kochanej Paradise :)  mam nadzieję, że niedługo do nas wrócisz,  wszystkie się o Ciebie martwimy. Przesyłam dużo zdrówka 😙 trzymaj się! 

Nadal czekamy na dzidzię siostry. Jest już po terminie, więc może się wydarzyć w każdej chwili :) 


środa, 26 kwietnia 2017

Nie tak różowo.

Mam totalny burdel w głowie.
Wyobraźcie sobie, że nasz lekarz dopatrzył się u mnie czegoś na kształt polipa. W pewnym miejscu endometrium jest "niejednorodne" 9x4 mm.
Tak, więc stwierdził, że skoro nie jest pewien to zlecił mi histeroskopię. Dobra wiadomość jest taka, że za to nic nie zapłacę, bo załatwił że szybko mnie przyjmą na NFZ w klinice. Wizytę kwalifikacyjną do histero mam 11maja. Mogłam mieć już dzisiaj, ale nie dałam rady załatwić wolnego.
Tak więc nasze podejście odłożone jest w czasie o jakiś cykl :( Ale też nasze szanse rosną dzięki tej histeroskopii.
Ta wiadomość zwaliła mnie z nóg. Nie zapytałam o immunologie!  Ale zapytałam o 2 zarodki. Stwierdził, że nie ma przeciwwskazań, ale jeżeli chodzi o mój wiek,  to szanse na ciążę blizniaczą oscylują w granicach 68%, a więc bardzo dużo. Trochę wpadłam w popłoch, bo byliśmy zdecydowani a tutaj statystyka jest aż tak optymistyczna, że mnie to przeraziło. M. nadal jest nastawiony na tak a ja..trochę się boję, ale chcę, aby jak najmniej groszków poszło na zimowisko tzn chcę je mieć jak najszybciej przy sobie. Z drugiej strony zawsze marzyłam o bliźniakach 😍. Chyba dam radę z dwójką 😂
Co do reszty wszystko ok. Owulacja pełną parą,  endometrium ładne. Tylko ten polip. Czy tam jest?...
Lekarz po raz kolejny pokazał, że jest świetnym specjalistą. Wracając do domu zastanawialiśmy się czy gdyby inny lekarz mnie badał, czy też by to zauważył. Ufamy mu. Wierzę, że nas nie zawiedzie.
12 maja mam też wizytę u pani genetyk odnośnie reszty badań genetycznych, tego dnia również M. będzie mieć próbę depozytu nasienia.

wtorek, 11 kwietnia 2017

Zaczynamy!


Machina ruszyła.
25kwietnia mamy pierwszą wizytę do ivf. W klinice mamy stawić się 40min szybciej w celu wywiadu z położną,  następnie wizyta u lekarza, na którą mamy przeznaczone 45 min. W tym czasie dr zrobi mi usg,badanie no i ustali, jakie badania mam porobić. Mam wziąć dokumentację medyczną i tu jest problem, bo połowy rzeczy nie mam. Na początku leczenia,  luźno podchodziłam do tych badań i nie zbierałam tego do teczki (byłam pewna,że jesteśmy zdrowi). Zresztą. ..I tak to na pewno te badania mnie nie ominą i będę musiała to porobić, bo przecież tamte są nieaktualne. Czuję, że cała procedura odbędzie się w lipcu a nie czerwcu. Mało czasu zostało. M. zapytał się czemu JUŻ umowiłam się do dr skoro nie mamy jeszcze depozytu nasienia. Ale na co mam czekać? Może muszę też poprawić jakieś wyniki  (chociażby prl mogę mieć podwyższoną ) i zacząć brać leki, aby wszystko unormować w razie czego i zdążyć do lata. Tu nie ma na co czekać. Mam nadzieję, że nie będzie żadnych niespodzianek i leczenie nie będzie mi potrzebne. 
Myślę o, co zapytać jeszcze lekarza. Na pewno zapytam o immunologię.


A teraz coś zabawnego. Wczoraj oddałam samochód do serwisu a przedtem rano byłam na zakupach (wędliny, warzywa, masło ) i co zrobiła mądrą głowa- zostawiłam auto w serwisie wraz z zakupami! 😂 Ciekawe, co jutro rano tam zastanę. 
Chyba wraz z telefonem do kliniki zostawiłam gdzieś mózg 😂

Czuję, że święta miną mi bardzo szybko. Teraz już tylko żyję naszym planem. Jestem pewna, że wszystko będzie dobrze, ale gdzieś tam w środku budzi się strach. Jak to będzie, jak zareaguję na stymulację, jak będę się czuć,  obawiam się narkozy do punkcji 😵 Obiecałam sobie nie czytać ulotek leków, które będę przyjmować. Muszę się ogarnąć!

Dla tej miłości jestem w stanie zrobić wszystko.